środa, 25 grudnia 2013

Rodzice

Rodzice - inni ludzie mówią, żeby do nich się "zgłaszać" kiedy mamy jakiś problem. Ale nie zawsze to jest dobry pomysł. Jak byłam mniejsza, w szkole zawsze nam mówili, że rodzice nam we wszystkim pomogą, ale to nie prawda. Jakby się dowiedzieli o tych kilku ranach na moich nadgarstkach chyba by mnie zabili, dosłownie. Nie mówię, że nie pomagają mi i ogólnie są źli. To nie tak.. Ja tak po prostu czuje, że nie mogę liczyć na żadną pomoc z ich strony.
Nienawidzę świąt, tej sztucznej atmosfery, gdzie "wszyscy" są tacy szczęśliwi i pomocni .. przez trzy dni. To jest na prawdę takie sztuczne, szczególnie kiedy nie ma śniegu a za oknem jest prawie wiosna.. W mojej rodzinie jest tak, że nawet podczas Wigilii się kłócimy .. o głupoty, jak zawsze. Czasami na prawdę mam ich dość, szczególnie jak mówią mi co mam robić. Powinni dać mi wolną rękę, a nie na każdym kroku mówić mi co muszę zrobić, poprawić itp. Powinnam ich szanować i się słuchać, bo jeszcze pełnoletnia nie jestem i to moi rodzice, którzy mnie "kochają" i chcą dla mnie "jak najlepiej", ale na prawdę .. w niektórych momentach chcę im powiedzieć co o tym wszystkim myślę .. nie wiem czy to by coś dało, czy bym nie pogorszyła sprawy .. a może byłoby lepiej? Tego nie wiem, bo nie odważyłam się ( jak na razie ) im tego powiedzieć .. 


________________________________


O czym chcielibyście następny wpis? Jakieś propozycje? Piszcie je w komentarzach, lub na asku który jest tam ----------> 

niedziela, 22 grudnia 2013

Uwierz w siebie

Też tak czasem macie, że wszystko jest pięknie, zaje#biście i cudownie a w jednej chwili to wszystko się wali? Nie macie nadziei na lepsze jutro, nie macie siły już żyć, chociaż wiecie, że "kilka" osób by się waszą śmiercią przejęło chcecie się zabić. Zdajecie sobie sprawę z tego jak szybko coś potrafi się zje#ać i już nie wróci do poprzedniego stanu a wy czujecie się jakbyście stali w ciemnym tunelu, z którego nie ma wyjścia? Ono gdzieś tam jest .. wbrew pozorom jest tam, na prawdę. Tylko trzeba zdać sobie sprawę z tego co robicie źle, przestać to robić a wyjście samo się pokaże. Tylko, że trzeba mieć nadzieję i trochę chęci aby to zrobić. Jeśli na waszych nadgarstkach, nogach czy gdziekolwiek widnieją ślady świeże lub starsze to znak, że powinniście poszukać tego wyjścia. Oczywiście wiem, że to nie jest takie łatwe i większość z was sobie pomyśli, że piszę jakieś bzdury, ale to na prawdę działa. Musicie po prostu uwierzyć w to, że będzie lepiej. W końcu, po deszczu zawsze wychodzi słońce..

czwartek, 19 grudnia 2013

Pomoc

Ostatnio dużo się działo w moim życiu .. kilka cięć, łez, kłótni i ulgi .. po tym jak jedna z moich "dobrych" koleżanek dowiedziała się o moim samookaleczaniu stwierdziła, że jestem głupia. Tak właściwie to zrobiło mi się przykro, ale rozumiem jej zachowanie. Kilka miesięcy temu sama uważałam podobnie.  Ale nie teraz, nie po tym co przeszłam. Uważam, że wszyscy którzy mamy takie problemy jesteśmy rodziną, rodziną której nie rozumieją osoby, które same tego nie doświadczyły. Tylko my, ci z problemami właśnie takimi rozumiemy się i potrafimy sobie "pomóc" jeśli nie jest za późno. Mam na myśli wsparcie. Sama na własnym przykładzie mogę wam powiedzieć, że jeśli to zrobisz, jeśli się potniesz to się z tym będziesz ukrywać, nawet jeśli jest bardzo ciepło nosisz bluzy, masę bransoletek czy cokolwiek żeby zakryć np. nadgarstki, nie chcesz rozmawiać o tym jeśli ktoś zauważy. Osoby, które tego nie doświadczyły mogą uważać, że robimy to na pokaz. Żeby pokazać innym, że mamy problemy.. 1/4 właśnie tak robi. Specjalnie się samookalecza i pokazuje to światu. Ale jest jeszcze ta druga, większa część ludzi, którzy na prawdę mają problemy i robią to żeby sobie pomóc. Może nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale działa. Póki się nie uzależnisz.. wtedy, będziesz robić to nałogowo, aż do momentu kiedy zrobisz o jedno cięcie za dużo, za głęboką ranę. Połowa z tych osób nie chce się zabić, jak większość by uważała. Po prostu jest to dla nich jedyny sposób w tej sytuacji, żeby sobie pomóc..



------------------------------------------

http://ask.fm/ikillyoubitch1 <-- jeśli ktoś by miał ochotę zapytać o coś, podrzucić pomysł na kolejny wpis, popisać czy cokolwiek, to zapraszam.

środa, 18 grudnia 2013

Początek końca..


Początki są zawsze trudne, nigdy nie wiem jak zacząć. Mimo tego, że to nie jest mój pierwszy blog.. jest pierwszy pod względem tej tematyki.. Bardzo lubię pisać i mam problemy jak każdy nastolatek.. Może nie każdy ma aż takie jak ja, ale w tych czasach większość. Mam na myśli samookaleczanie się a nawet samobójstwa.. Zabić się nie chciałam, ale pociąć tak.. znaczy, może nie tak że chciałam, po prostu jedna poważniejsza kłótnia z rodzicami, chłopakiem i samo tak wyszło.. interesuje się motywami śmierci, lubię krew, zdjęcia np. pociętych rąk. Pewnie czytając to pomyślisz sobie, że jestem nienormalna. I masz rację.. ale gdyby cię to nie ciekawiło, nie czytałbyś tego i dawno wyłączył tą stronę. Nie mam na celu użalać się nad sobą czy chwalić takimi rzeczami. Po prostu chciałabym przybliżyć wam moje życie i może w jakiś sposób pomóc, znaleźć wspólny język.  Za pewne wszyscy, którzy się okaleczają mają podobny problem. Brak akceptacji z powodu wyglądu czy charakteru, problemy w rodzinie/związku czy chociażby depresja spowodowana zwykłym smutkiem, szarym dniem.. Na własnym przykładzie mogę wam powiedzieć, że jeśli sami się potniecie będziecie chcieli więcej.. wystarczy jedno cięcie. Zagoi się, wróci. Mały problem, nawet źle napisana kartkówka może spowodować to, że będziesz miała ochotę chwycić cokolwiek ostrego i zrobić kilka ran na swoim ciele. Problem jest wtedy, kiedy robisz to nałogowo, nie potrafisz się powstrzymać.. wiem jak to jest. Sama mam taki problem, ale powstrzymuje się, ze względu na chłopaka. Bardzo często mam ochotę wziąć cokolwiek, rozkręcić kolejną temperówkę, stłuc lusterko, albo wziąć po prostu żyletkę .. jest ciężko, ale trzeba z tym walczyć.. Szczerze, to już nie daję rady.. i właśnie m.in stworzyłam tego bloga, żeby móc sobie z tym poradzić. Czasami, niektóre sytuacje są na prawdę ciężkie. Staje na środku pokoju i zaczynam płakać jak mała dziewczynka, po paru chwilach już jest "normalnie", ale nadal źle .. jest tak prawie codziennie, z każdym dniem jest coraz gorzej..